Zobacz 6 odpowiedzi na pytanie: Za którym razem zdaliście na prawko , i z czym mieliście największy problem? Hej. Ja też zdałem za pierwszym razem - zero błędów na teorii prawko mam od 17.03.2004 zero kolizji, wypadków itp. Mandat jeden za niezapięty pas oczywiście jechałem Corsą( wyjechałem ze stacji paliw a za 200m stali i mnie drapnęli), młody policjant nie dał się uprosić 100zł i 2 pkt. ale już się skasowały. pozdro Za którym razem zdaliście? Średnio tylko 35 proc. kandydatów zdaje dziś teoretyczną część egzaminu na prawo jazdy. Nowe przepisy, które wejdą w życie od 2015 r. mogą jeszcze utrudnić zdobycie tego dokumentu. A za którym razem Wy zdaliście egzamin na "prawko"? ‼ Niemal 6 tysięcy złotych - tyle wydał mężczyzna z Piotrkowa Trybunalskiego na powtórne egzaminy na prawo jazdy. Uprawnienia do kierowania samochodem próbuje zdobyć już od 17 lat. - Dzień Dobry Bełchatów Egzamin praktyczny na prawo jazdy wzbudza emocje w każdym, kto marzy o tym, aby zostać kierowcą. Niektórych ten strach paraliżuje, a innych wręcz motywuje do działania. Weronika zdała prawo jazdy za trzecim razem, ale i tak jest z siebie bardzo dumna. Ja miałem wszystko w jeden dzień, czyli teorię i jazdy. Udało mi się wszystko zdać za 1 razem. Problem miałem na łuku. Trzeba cały czas jechać, a ja się zatrzymałem. Samochód nie zgasł, ale się zatrzy . Odpowiedzi SóVocê<3 odpowiedział(a) o 14:55 Test na full punktów za 2 razem zdana, bo mi jakiś typ w elkę wjechał... Teoria za pierwszym , a praktyka za wyjechałam z placu bo poległam na łuku , już sama nie pamiętam co źle zrobiłam , chyba słupka dotknęłam. Teoria zdana bez błędu, 2 próby skończone fiaskiem, przerwa od prawka (kwestia finansowa) po 6mc na nowo teoria,rownież bez błędu zaliczona i wtedy już za nastepnym podejściem zdane :) Teorie zdałem za pierwszym razem 72pkt. Praktyka za trzecim razem - za pierwszym razem wyjechałem na miasto i oblałem na parkowaniu bo bym w samochód wjechał(byłem strasznie ze stersowany i w ogóle samochód mi gasł przy każdej próbie ruszenia do przodu :P) za drugim razem babka na skrzyżowaniu mi wyjechała przed maske i egzaminator użył hamulca. W sumie na trzecim też bym oblał bo by autobus we mnie wjechał 100m przed wjazdem do WORD'u ale wytłum,aczyłem mu że zaczynałem delikatnie hamować a ten mi docisnął hamulec jedynie :P karola31 odpowiedział(a) o 09:09 Teoria za drugim, bo zdawałam jako jedna z pierwszych na nowych zasadach (rok 2013) i jeszcze nie było zbyt wielu testów do nauki. Ale jazda za pierwszym. Jakie błędy popełniałam? Na początku kursu pewnie było ich wiele, ale na egzaminie już jeździłam w miarę pewnie. blocked odpowiedział(a) o 00:50 Za 6 ;P 5 razy oblałam przez stres... 3 razy na placu, chociaż normalnie nie mam z tym problemu, i 2 razy w mieście kagie odpowiedział(a) o 14:22 Dla mnie godnym polecenia jest Pan Szymon Szymoniak z OES w Krakowie. To tez takie info dla innych zainteresowanych kursami. Testy za pierwszym razem. Jazda za drugim razem. Ale to była moja wina pewnie stres. Bo do jazdy byłem bardzo dobrze przygotowany. kurs robiłem w Oes Kraków i śmiem twierdzić że to najlepszy ośrodek w Krakowie kagie odpowiedział(a) o 22:35 Uważam ze duże znaczenie ma tez to na jaką szkołe się zdecydujemy. Szczerze mówiąc z mojego doświadczenia moge polecić w moim rodzinnym Tarnowie [LINK]Dla mnie zdecydowanie najlepsza jesli chodzi o miejsce, instruktorów i to jak jest się przygotowanym do egzaminu. Uważasz, że ktoś się myli? lub Odpowiedzi Gona. odpowiedział(a) o 11:52 Hahah. Jestem dziewczyną i zdałam za pierwszym razem. Zaczynałam jazdy praktycznie od zera, bo wczesniej się nigdy nie uczyłam jeździć. Za drugim na szczęście :D Dictte odpowiedział(a) o 12:21 Moja koleżanka zdała fuksem za 1 razem karola31 odpowiedział(a) o 16:44 blocked odpowiedział(a) o 08:31 blocked odpowiedział(a) o 00:48 Diann odpowiedział(a) o 13:54 Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Mariia Tsiptsiura: Jak wyglądały stosunki ukraińsko-polskie na poszczególnych etapach? Jarosław Josypowycz Hrycak: Stosunki ukraińsko-polskie jako stosunki narodowe zaczęły się kształtować w XIX w. Możemy powiedzieć, że konflikt ukraińsko-polski rozpoczął się od kampanii Włodzimierza Wielkiego. Nie powiedziałbym, że to była wojna między społeczeństwami, między narodami. To była walka o terytorium. Co więcej nie zapominajmy, że monarchowie ukraińscy i polscy nie tylko walczyli ze sobą, ale także zawierali małżeństwa. Powiedziałbym, że mniej więcej nasze relacje zaczęły się kształtować w XIX w. I to można nazwać pierwszym etapem: od Rzeczypospolitej i rewolucji francuskiej do wojny polskiej. Potem rozpoczął się etap walk – od I wojny światowej do końca II wojny światowej. To także okres wojny ukraińsko-polskiej, naznaczonej przemocą i dużymi stratami po obu stronach. Trwało to do 1947 r. Następnie miał miejsce okres przymusowej normalizacji naszych stosunków, związany z przesiedleniem Ukraińców w głąb Polski (operacja "Wisła"). Zobacz także: Olbrzymi problem dla Ukrainy. Jedyne wyjście prowadzi przez Polskę Kluczową rolę na drodze do pojednania odegrało dojście do władzy "Solidarności" w Polsce oraz stanowisko redaktora pisma "Kultura" Jerzego Giedroycia, który pisał: "Dla dobra przyszłości Polski Polacy muszą uznać, że Wilno jest miastem litewskim, a Lwów jest miastem ukraińskim". Polityka zagraniczna "Solidarności" opierała się na "doktrynie Giedroycia". Po upadku komunizmu zaczął się okres otwartych stosunków polsko-ukraińskich jako dwóch niepodległych państw. Główną cechą tego okresu jest pojednanie. Pełne problemów, ale jednak pojednanie. Co wpływało na to pojednanie? Próby pojednania rozpoczęły się dawno temu. Najwcześniejsza znana mi próba pojednania miała miejsce podczas Wiosny Ludów (1848-1849), kiedy w Europie rozpoczęła się fala rewolucji. W 1848 r. w Pradze zwołano Kongres Słowiański. W wyniku negocjacji polsko-ukraińskiej komisji osiągnięto porozumienie pod nazwą "Negocjacje Rusinów z Polakami w Galicji" o równości politycznej, kulturowej, narodowej i językowej Ukraińców galicyjskich z Polakami. Była to próba pojednania we wspólnej walce z tyranią, próba zjednoczenia się w celu przeciwstawienia się niemieckiemu nacjonalizmowi na ziemiach słowiańskich. Od tego czasu próby pojednania nie ustały. Jednym z najbardziej znaczących była "Nowa Era" – porozumienie między ukraińską i polską frakcją z 1890 r., które zostało podpisane we Lwowie i umożliwiło normalizację naszych stosunków. Jednak pojednanie nie może mieć jednego decydującego punktu. Pojednanie jest jak jazda na rowerze — musisz cały czas pedałować, inaczej upadniesz. Nie ma pojednania raz na zawsze. Powinny to być akcje stałe. Zobacz także: Nie żyje polski ochotnik walczący w Międzynarodowym Legionie Obrony Ukrainy Ważnym krokiem było również spotkanie "Solidarności", która właśnie doszła do władzy, z przedstawicielami delegacji ukraińskiej. Miało ogromne znaczenie, bo strony zaczęły ze sobą rozmawiać na wysokim szczeblu. Kluczowy jest również fakt, że Polska była pierwszym krajem, który uznał niepodległość Ukrainy. I była to świadoma decyzja grupy przywódców rządu, którzy całą noc czekali na wyniki referendum, aby Polska jako pierwsza pogratulowała Ukrainie. I im się udało. Istotna jest dla nas także wspólna polsko-ukraińska modlitwa pojednania, która odbyła się po raz pierwszy w listopadzie 2002 r. we Lwowie. Akcja ta była inicjatywą Polaków i Ukraińców, którzy opowiadali się za dialogiem i porozumieniem między narodami. I to jest ważne, ponieważ ​​sam Lwów był historycznie punktem konfliktu w naszych stosunkach. Nasze stosunki rozwinęły się w okresie Kuczmy-Kwaśniewskiego i Juszczenki-Kaczyńskiego. Potem nastąpił okres ochłodzenia, który był związany z dojściem do władzy Wiktora Janukowycza. Nastąpiło pogorszenie relacji i wrócił nierozwiązany problem wokół Wołynia. To było i nadal jest przeszkodą. Nie wiem, czy ten problem kiedykolwiek zostanie rozwiązany. Zobacz także: Lublin: pięć miesięcy wojennej solidarności z Ukrainą "To jest pewien scenariusz, który działa" Czy da się to rozwiązać? To jest nasza wspólna historia i nie jesteśmy w stanie jej zmienić. Czy nasze narody mogą to zaakceptować i iść dalej? Osobiście uczestniczyłem w kilku próbach rozwiązania tego problemu. Jestem przekonany, że pełne i całkowite rozwiązanie tego problemu naszych stosunków zajmie dużo czasu. Inną ważną kwestią jest to, że pełne pojednanie i zrozumienie w tak ważnych sprawach, jak tragedia wołyńska, nie powinno mieć miejsca w warunkach zagrożenia zewnętrznego. Jestem pewien, że możemy to wypracować w przyszłości. A warunkiem wstępnym będzie zakończenie wojny w Ukrainie i przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej. Stworzy to pewien klimat do przezwyciężania przeszłości na rzecz przyszłości. A jak powinien wyglądać ten model pełnego pojednania? System uzgadniania jest stosunkowo nowym systemem. Powstał w Europie Zachodniej po wojnie. Pierwsze było pojednanie francusko-niemieckie. Ich droga była bardzo długa, ale w końcu udało im się osiągnąć porozumienie. Moja teza jest taka, że ​​pojednanie ukraińsko-polskie odgrywa tak samo ważną rolę w Europie Wschodniej, jak pojednanie francusko-niemieckie w Europie Zachodniej. Pozwala przecież szerzyć tę koncepcję i ducha Europy. To jest pewien scenariusz, który działa. Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo: To nie znaczy, że możemy zapomnieć o wojnie. Kluczem do porozumienia francusko-niemieckiego było przyznanie się Niemców do winy. I były pewne akty symboliczne z obu stron. Najbliższym modelem, jaki moglibyśmy zastosować, jest pojednanie polsko-niemieckie, które zainicjował polski biskup, pisząc list do biskupów niemieckich, którego głównym przesłaniem było to, że "przepraszamy i prosimy o przebaczenie". Wywołało to oburzenie wśród wielu Polaków, którzy nie rozumieli, za co przepraszają. Chodzi o formułę: przeprosiny od obu stron, które obiecują, że nigdy nie powtórzą tego, co się stało. To rytuał, który powinien mieć miejsce. Myślę, że udało nam się już dojść do porozumienia w sprawach Lwowa. W kwestii Wołynia nadal jesteśmy na tej drodze. Krótko mówiąc, model powinien brzmieć: obie strony uznają tragedię, obie strony przepraszają i obiecują, że nigdy nie powtórzą tego, co się stało? Kluczową ideą jest: nigdy więcej. Potrzebny jest jednak długi dialog i wysiłki po obu stronach. Papież Jan Paweł II był gorącym zwolennikiem pojednania ukraińsko-polskiego. Gdy w Rzymie odbyło się spotkanie biskupów ukraińskich i polskich, padły słowa kluczowe: "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". W dzisiejszym współczesnym świecie czasami myślimy, że możemy obejść się bez Boga. Cóż, na pewno nie w sprawach pojednania — to powinno być pogodzeniem wartości. Zobacz także: Rosja planuje dalszy rozbiór Ukrainy. Ławrow zdradził szczegóły Na początku naszej rozmowy zauważył pan, że mimo trudnej wspólnej historii Ukraińcy i Polacy zawsze mogli się zjednoczyć w obliczu wspólnego zagrożenia. Przykładem jest sojusz Piłsudskiego i Petlury w 1920 r., kiedy zawarto ukraińsko-polskie porozumienie o wspólnej walce z bolszewicką Rosją. Ukraińcy uczestniczyli w polskiej armii Andersa, kiedy walczyliśmy z Niemcami. Jednym z powodów, dlaczego tak ważne jest dla nas pojednanie, jest obecność wspólnego wroga. W polskiej literaturze początku XIX w. istniała szkoła, która gloryfikowała Ukrainę i niosła ideę zjednoczenia się na rzecz wolności przeciwko wspólnemu wrogowi. Była retoryka powstania 1863-1864 "za wolność naszą i waszą" na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, gdzie razem z Polakami brali udział Litwini, Białorusini i Ukraińcy. To także retoryka zjednoczenia w obliczu zagrożenia. Jednak tezy te spotkały się ze słabym odzewem w społeczeństwie i miały charakter sytuacyjny. Kluczowym warunkiem było przecież uznanie granic. Oparcie dialogu na uznaniu granic, co oznacza brak możliwych ingerencji na terytorium z obu stron. I to też jest ważny składnik formuły pojednania. Na przykład, jeśli powiemy, że kiedyś w przyszłości pojawi się kwestia pojednania ukraińsko-rosyjskiego, to jest to niemożliwe, dopóki Rosja nie uzna Krymu i Donbasu za terytorium Ukrainy. Ukraińcy i Rosjanie mają bardzo różne poglądy na świat i przyszłość. A w jakim stopniu Ukraińcy różnią się od Polaków? Kluczową rzeczą, która łączy Ukraińców i Polaków, jest potrzeba wolności. To nie jest puste słowo dla obu naszych państw. To jest wybór demokracji. Łukaszenko czy Putin nie mogą pojawić się w Polsce, czy w Ukrainie, chociaż były próby. Mamy silne i zorganizowane społeczeństwo, które jest instrumentem powstrzymywania pojawienia się takich dyktatorów. I w tym sensie Ukraińcom znacznie bliżej do Polaków niż do Białorusinów czy Rosjan. Zobacz także: Łukaszenko straszy "nuklearną otchłanią". Ma apel do Ukrainy "Dzisiejsza wojna w Ukrainie określa, jaki będzie przyszły świat" Jak niesamowite wsparcie, udzielone Ukraińcom przez Polaków, wpłynie dziś na przyszłe pojednanie między naszymi krajami? Wydaje mi się, że to kolosalnie duży krok w kierunku ostatecznego pojednania. Tak, dzisiaj nasze pojednanie nabrało ogromnego tempa. I to prawie cud. Ten cud został przygotowany przez ludzi z obu stron, którzy szczerze wierzyli w przyszłość naszych dwóch krajów i relacje między naszymi narodami. Ważne jest, aby pamiętać, że nic nie trwa wiecznie. To jest praca, którą każde pokolenie powinno wykonywać i nadal pracować nad tym zagadnieniem. Dziś wojna w Ukrainie nie jest tylko konfrontacją z Rosją. To walka dwóch wielkich obozów na świecie. Jest jeden obóz – Rosja, Białoruś, Chiny i inne państwa, dla których schemat "Łukaszenko-Putin" jest bliższy. A z drugiej strony wolność i demokracja. A dzisiejsza wojna w Ukrainie określa, jaki będzie przyszły świat. W tej walce Polska dokładnie wie, po której jest stronie, dlatego jest naszym największym sojusznikiem. A szanse na długoterminowe pojednanie ukraińsko-polskie wzrosną dziesięciokrotnie po wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej. Przecież nie można sobie wyobrazić konfliktu między dwoma państwami w UE. To strefa spokoju, w której możesz rozmawiać bez presji i stresu, także o swojej przeszłości. Rosja historycznie i głęboko odczuwała nienawiść do Ukraińców. Czy możemy mówić o takim samym stosunku Rosjan do Polaków? Nienawiść Rosji do Polski jest jeszcze dłuższa, bo to złożona nienawiść do Zachodu. Ile słyszeliśmy o Zachodzie, który chce "rozbić" i podbić Rosję. A w XIX w. w oczach wielu Rosjan głównym narzędziem Zachodu była Polska, która poprzez bunt walczyła z imperium. Teraz, w XXI w., miejsce Polaków w świadomości rosyjskiej zajęli Ukraińcy. Po uzyskaniu przez Polskę niepodległości i wyjściu z imperium rosyjskiego Ukraina stała się głównym "agentem" wpływów zachodnich. W tym sensie historycznie mamy bardzo podobne losy. Jeśli spojrzysz na sondaże i portale społecznościowe, na pierwszym miejscu wrogiem Rosji jest Ukraina, a na drugim Polska. Zobacz także: Minister obrony Mariusz Błaszczak w Kijowie o dostawach broni dla Ukrainy Czy wojnę ukraińsko-rosyjską możemy nazwać ludobójstwem? Mamy ku temu wszelkie powody. Rosja celowo zamierza zniszczyć Ukrainę. To jest zagłada etniczna i zniszczenie nas jako narodu. To jest pozbawienie własnej kultury narodowej i niepodległości narodowej. Czyli ludobójstwo narodowe. Czy jest jeszcze jakaś nadzieja na zmianę w społeczeństwie rosyjskim? Reżim Putina celowo korumpuje Rosjan. Wywołuje w nich to, co najgorsze w człowieku: niemoralność, agresję. Robiono to przez wiele lat. Kiedy zmienia się reżim, mogą się również zmienić nastroje ludności, ale po wielu, wielu latach. To zdecydowanie nie nastąpi szybko. Kluczowym warunkiem powinno być pozbawienie Rosji jej imperialnych ambicji. Serwis Onetu w języku ukraińskim Jak doszło do ataku na Ukrainę. Od Pomarańczowej Rewolucji do Donbasu i Krymu Dziękujemy, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści. Dołączył: 2013-03-21 Miasto: Poznań Liczba postów: 1029 22 lipca 2015, 13:36 Ja teorię zdałam bez problemu za pierwszym razem natomiast wielki problem mam z praktyką :/ Dzisiaj oblałam drugi raz :( Nie mam ochoty już jechać więcej do tego worda :/ Cały czas chodzę wkurzona przez to. W ogóle wiem, że popełniłam kilka błędów ale strasznie irytują mnie egzaminatorzy. Ja wiem, że to moja wina, że nie zdałam ale wydaje mi się, że oni mogliby być trochę milsi. Nie wiem czy tylko ja mam takie szczęście ale nieuprzejmość nie zna granic. Za pierwszym razem trafiłam na pana, który był bardzo chamski. Powiem tak za 1 razem się jakoś strasznie nie stresowałam. Byłam zdania, że to co ludzie mówią to tych egzaminatorach to bujdy i tyle. Wymyślanie po prostu ale po tym jak pan zaczął mi coś mruczeć pod nosem. Spróbowałam zagadać i spytałam się czy dużo osób już pan dzisiaj egzaminował to doczekałam się odpowiedzi: "No przecież jesteście drugą grupą, nie?". Po chwili stwierdziłam, że się nie poddam więc powiedziałam coś o pogodzie, że się popsuła a no na to: "no" nawet nie patrząc na mnie. Później przy otwieraniu maski mi ją wyrwał więc prawie w twarz dostałam. Fakt mój błąd był. Nie zdałam na łuku. Robiłam go tzn. "na obrót". Nie polecam przez to najechałam na linię :/ No więc stwierdziła ok. moja wina mimo wszystko. Natomiast to co zdarzyło się dzisiaj bardzo mnie wkurzyło już. Przyszłam na egzamin pewna. Byłam pewna już tego łuku. Przez tydzień ćwiczyłam go na placu z tatą, który mnie świetnie z niego wyszkolił. Byłam pewna siebie do momentu aż nie przyszedł egzaminator. Powiedziałam mu dzień dobry a ten mi nawet nie odpowiedział ale olałam to no trudno. Znowu coś wymamrotał spoko. Stresowałam się dopiero kiedy miałam poprawkę z przygotowania do jazdy. Wszystko pokazałam ładnie bez problemu. Tyle, ze koleś kazał mi sprawdzić poziom płynu hamulcowego. Nigdy tego nie robiłam. Mój instruktor mi nigdy tego nie pokazywał. Poprzednio na egzaminie pan też mnie o to nie prosił. Ale za drugim razem jak się dobrze przyjrzałam odpowiedział na to ale irytował mnie to pospieszanie i na koniec jego "no brawo, w końcu". Podjechał mi na łuk(bez pasów bez niczego takie z mojej strony aha). Łuk i górka bezbłędna. Wyjechałam jechałam bardzo dobrze do momentu zmiany pasa ruchu. Problem polegał na tym, że jechał cały sznurek samochodów i oczywiście nikt nie chciał mnie wpuścić. Nie wiedziałam co robić bo dojeżdżałam do sygnalizacji. Miałam jeszcze małą nadzieję, że może będzie mi kazał jechać gdzieś indziej czy coś ale nie kamienna twarz. Chciałam więc trochę podjechać w lewo aby ktoś widział, ze chcę zjechać a egzaminator chwycił za kierownicę i powiedział, że wynik negatywny. Ok. rozumiem trochę moja wina ale i tak w sumie wyjścia nie miałam ponieważ gdybym nie zjechała na ten pas do oblałby mnie za nie wykonanie polecenia :/ Wiecie co w tym jest najgorsze? Najgorsze jest to, że ja mam pewność, iż bardzo dobrze jeżdżę :( Mój instruktor powiedział mi, że zdam za pierwszym. Powiedział żebym zadzwonił do niego z dobrą nowiną. Mój tata, który ma ponad 20 lat prawo jazdy potwierdził to, że bardzo dobrze jeżdżę(nie jeździliśmy po wielkich ulicach ale po samym placu czy pobocznych drogach można to chyba poznać). Ostatnio nawet wyjeżdżałam mamie(ma ponad 20 lat prawko) tyłem na łuku ponieważ ona ma problem z takimi rzeczami. Ona po tylu latach jazdy a ja nie mając nawet prawka. Tutaj nie chcę się przechwalać po prostu chcę udowodnić, że na prawdę potrafię jeździć. Jestem taka zła :( Ja rzadko płaczę ale w tym wypadku mam na to wielką ochotę :( Jeszcze na domiar tego połowa klasy u mnie już zdawała prawko i każdy zdał za 1 razem :( Jestem załamana :( A jak to u was było? Dołączył: 2015-02-04 Miasto: Bełchatów Liczba postów: 551 22 lipca 2015, 14:37 nie gniewaj się ale nie da się bardzo dobrze jeździć po 30-paru wyjezdzonych godzinach ,nie ważne co Ci mówią ,ludzie mają prawo jazdy po kilka lat i mimo że jeżdżą dobrze ,nie twierdzą ze jezdza bardzo dobrze to po 1a po 2 gdybyś jeździła bardzo dobrze nie poleglabys na łuku ,(teraz pewnie zostanę znienawidzona)owszem stres człowieka zzera wiem bo zdałam za 4 razem ale nie wyjechać z placu i twierdzić ze jeździ się bardzo dobrze to trochę .. osobiście uważam ,że żeby zdać potrzebne są 3czynniki :po 1 umieć poprawnie jeździć,po2 mieć trochę szczęścia na drodze podczas egzaminu i po 3 nie Dac się stresowi ,jak spelnisz te 3 warunki żaden egzaminator nie będzie Ci straszny ,może dorzuć do tego jeszcze odrobinę pokory i samokrytyki i będzie cieplutko Dołączył: 2015-02-04 Miasto: Bełchatów Liczba postów: 551 22 lipca 2015, 14:41 aha jakbyś wylaczyla kierunek i pojechała zgodnie z oznakowaniem na drodze a nie z poleceniem egzaminatora to byłby tylko błąd ,nie oblalby Cię za to ,powtarzalabys manewr po prostu raz jeszcze ,miałam podobną sytuację podczas egzaminu który zdałam . Neskafe_ 22 lipca 2015, 14:42 "Tyle, ze koleś kazał mi sprawdzić poziom płynu hamulcowego. Nigdy tego nie robiłam. Mój instruktor mi nigdy tego nie pokazywał.'sorry, ale to akurat Twoja wina. Też miałam kijowego instruktora który pokazywał mi pod maską rzeczy przez 5 minut, nic z tego nie zapamietałam ale idąc na egzamin warto się dowiedzieć co może być sprawdzane i nauczyć się tego we wlasnym do pytania: Oba egzaminy za drugim się praktycznie nie uczyłam, zrobiłam może z 10 testów (wszystkich). Na egzamin szłam ''na odwal'' się, na zasadzie ''i tak nie zdam, więc czym tu się przejmować''. Za drugim razem przypadkiem styknęło mi natomiast to za pierwszym razem stres wygrał, i po wyjechaniu na miasto przy zawracaniu na skrzyżowaniu mną rzucało, nie zwracałam uwagi na znaki, na rondzie jeździłam w kółko, zamiast skręcić w prawo to ja w lewo a na koncu cofając przywaliłabym w słupek. Egzamin przerwany po 15 minutach. Za drugim razem natomiast byłam na początku zła. Bo wiedziałam ze i tak nie zdam, nie chce prawa jazdy, nie potrzebuje go a każdy mnie zmuszał żebym to zrobiła. Więc na egzaminie, gdy złość mi przeszła, miałam stan ''wywalone na wszystko''. Po prostu bylo mi to tak obojętne czy zdam czy nie, chciałam mieć to za sobą... i się udało. Edytowany przez 22 lipca 2015, 14:44 Progres_Pati 22 lipca 2015, 14:45 Nie próbuj być miła. Idziesz na egzam. Skup się na wykonaniu poleceń i tyle. On ma Cię ocenić pozytywnie za jazdę a nie miłą gadkę. Te czasy minęły i nie wrócą póki mają kamery i jak coś pójdzie nie tak będziesz chciała odtworzenia nagrania. W dodatku on nie wie jak jeździsz więc też musi być skupiony i kontrolować co się dzieje by móc w porę zareagować. Wiem, że to brutalne i "chamskie" wcale ich nie bronie, bo miałam podobnie jak zdawałam, ale idąc na egzam jak zobaczyłam faceta to powiedziałam sobie w duchu " pilnuj się bo więcej mnie nie zobaczysz" :D i w nosie miałam jak się czuje jaka pogoda. Jedynie zrobiłam łuk w trybie ekspresowym a było -15 o 7 rano! to sam podziękował że nie musiał tam sterczeć :D Skup się na celu. Podreperuj co możesz w jeździe i do przodu. Miej to za sobą :) Co do pytań o płyn itd. żadne wytłumaczenie że ktoś nie powiedział. Książka net i jedziemy z materiałem. A zmiana pasa dajesz kierunek i czekasz aż sznurek przejedzie i będziesz miała wolny pas inaczej wymuszasz i stwarzasz zagrożenie w ruchu niestety, ja wiem że ludzie to tak robią, czasami ktoś Cię wpuści a czasami się wciśniesz, ale... to jest egzam i musisz pokazać na co Cię stać i jeździć zgodnie z przepisami. :) Edytowany przez 4ee47495213e3e174407599e049b421a 22 lipca 2015, 14:49 Neskafe_ 22 lipca 2015, 14:49 A jeszcze co do tego co napisałaś że chciałaś zmienić pas ale Cię nikt nie wpuszczał - ja tak własnie miałam na egzaminie, po prostu pojechałam w drugą strone - byłby to bład, ale nie oblałabyś. A jesli próbowałaś się mimo wszystko wcisnąć i on ci wyszarpnął kierownice to wtedy rozumiem bo to jest na zasadzie zagrożenie na drodze które powodujesz i przez to się własnie oblewa. Edytowany przez 22 lipca 2015, 14:50 Camorrra Dołączył: 2015-02-08 Miasto: wrocław Liczba postów: 2870 22 lipca 2015, 14:49 Za 1 :-) ale to było 17 lat temu :-)Nic dziwnego, że Ci złapał kierownicę. Powinnaś albo pojechać zgodnie z oznakowaniem, albo zatrzymać się przy linii pasa i czekać, aż ktoś Cię wpuści - choć nie wiem czy na egzaminie to by przeszło. A tak to zaczęłaś po prostu wymuszać wjazd co przy braku doświadczenia i dużym stresie mogło skończyć się nie za wesoło - stąd reakcja egzaminatora. I nie obraź się, ale nikt po kursie i tajniackim jeżdżeniu z tatą nie jeździ dobrze. kapuczino 22 lipca 2015, 14:50 to dobrze zę jesteś pewna swoich umiejętności,a le powiem ci że bycie zbyt pewnym siebie na egzaminie to tez nie jest nic dobrego. sama nie mam prawka, ale tak mi opowiadali ludzie, którzy szli będąc na 100% pewnymi że zdadzą egzamin. Jęłsi jesteś zbyt pewna ze zdasz, to możesz zrobić błąd. mój brat zdał za 9. razem a juz wcześniej jeździł bez prawka jakiś czas. nie wiem od czego to zależy, chyba od co do chamskiego egzaminatora, taki powiedział do mojej kuzynki"myśli pani ze jak jest pani ładna to od razu zda egzamin?" i nie zdała:/ Dołączył: 2012-08-16 Miasto: Częstochowa Liczba postów: 4861 22 lipca 2015, 14:53 ja zdalam za 4 razem 5 lat temu i dzis mialam swoja pierwsza stluczke z mojej winy :( a raczej glupoty - mialam zimowki ktorych przyczepnosc przy tych temperaturach jest slabiutka i facet zahamowal nagle przede mna a mi hamulec zawiodl (hamowanie odbylo sie na zebrze i opony sie slizgnely) wiec tez mam nerwa ale coz - trudno. Przyznam tylko ze dzis duzo mniej sie wkurzylam niz gdy oblalam prawko :P mimo ze drozej mnie to bedzie kosztowalo. A jezdze codziennie i nigdy nawet rysy nie zrobilam Dołączył: 2015-02-04 Miasto: Bełchatów Liczba postów: 551 22 lipca 2015, 14:54 Za 1 :-) ale to było 17 lat temu :-)Nic dziwnego, że Ci złapał kierownicę. Powinnaś albo pojechać zgodnie z oznakowaniem, albo zatrzymać się przy linii pasa i czekać, aż ktoś Cię wpuści - choć nie wiem czy na egzaminie to by przeszło. A tak to zaczęłaś po prostu wymuszać wjazd co przy braku doświadczenia i dużym stresie mogło skończyć się nie za wesoło - stąd reakcja egzaminatora. I nie obraź się, ale nikt po kursie i tajniackim jeżdżeniu z tatą nie jeździ ,sam fakt ,że próbowałas na siłę zjechać świadczy o tym ,że wiele nauki przed Tobą ,bo zdany egzamin nie oznacza że umie się dobrze jeździć samochodem ,prawdziwa nauka jazdy przychodzi potem ,na drodze ... Camorrra Dołączył: 2015-02-08 Miasto: wrocław Liczba postów: 2870 22 lipca 2015, 14:56 AnkaSmietankaa napisał(a):Wiecie co w tym jest najgorsze? Najgorsze jest to, że ja mam pewność, iż bardzo dobrze jeżdżę :( Mój instruktor powiedział mi, że zdam za pierwszym. Powiedział żebym zadzwonił do niego z dobrą nowiną. Mój tata, który ma ponad 20 lat prawo jazdy potwierdził to, że bardzo dobrze jeżdżę(nie jeździliśmy po wielkich ulicach ale po samym placu czy pobocznych drogach można to chyba poznać). A z czego wnioskujesz, że tak świetnie jeździsz?Po jeździe po bocznych drogach i placu nie można niczego poznać. Masz przykład na egzaminie - nie umiesz nawet pasa w ruchu zmienić i Ty uważasz, że świetnie prowadzisz - litości. Jesteś na Forum Samochodowe Wrzuć na luz Off Topic... Prawo jazdy - za którym razem zdaliście? 19 Paź 2006, 20:16 Odpowiedz z cytatem B od stycznia '98 teoria za 1-szym podejściem jazda za trzecim... wcześniej już prawie trzy lata jeździłem... staż? hmmm... jakiś czas pracowałem jako kierowiec... 1mln km za mną... jedna stłuczka z mojej winy (trzy autka uszkodzone, w tym jedno do kasacji), dwa razy jako poszkodowany... NIGDY NIE WSIADAM ZA KÓŁKO PO WYPITKU! PozdrfourupNie udzielam porad na PW - tylko forum ogólne! fourup Posty: 974Miejscowość: Kraków, Słomniki Prawo jazdy: 08 01 1999 Auto: Mercedes S124 250D Silnik: OM602 Paliwo: Diesel Typ: Kombi Skrzynia biegów: Automatyczna Rok produkcji: 1990 Wyślij odpowiedź Odpowiedz z cytatem Góra 09 Lis 2006, 10:28 Odpowiedz z cytatem Witam, Nie bede zakładał nowego tematu, bo to się tyczy prawka. Chciałem Was prosić o taką nietypową radę. W tym tygodniu mogę zacząć przepisowo kurs na prawko. Już bym zaczął robić, ale mój kolega, który też może robić kurs w najbliższych dniach powiedział, że przeklada to na wiosne, i mi też tak radzi, bo w zimie jest bardzo cięzko. Biję się teraz z myślami, bo strasznie mnie do tego ciągnie, ale z drugiej strony może faktycznie lepiej bedzie po zimie. Chciałbym Was prosić o rade,czy ktoś z Was robił kurs w zimie i może coś więcej na ten temat powiedzieć? Może to takie głupie troche , ale proszę Was o poradę. Pozdrawiam. arek_89 Posty: 903Miejscowość: Małopolska Wyślij odpowiedź Odpowiedz z cytatem Góra 09 Lis 2006, 11:58 Odpowiedz z cytatem Napewno będzie nieco trudniej, lecz myśle, że poprostu trzeba troszkę więcej uwagi zwracać na inne pojazdy. Ale i tak odradzam brania się teraz za kurs ponieważ do świąt nie zostało dużo czasu więć twoje jazdy będą odbywały się z dłuższymi przerwami. Zaczął bym po nowym roku, a może wtedy też spadną nieco ceny kursów.... Pozdrawiam Michał Posty: 483Zdjęcia: 7Miejscowość: Grodzisk Mazowiecki Wyślij odpowiedź Odpowiedz z cytatem Góra 05 Lip 2007, 02:25 Odpowiedz z cytatem Ja tak skromnie dodam, że ja za 1 P Pozdrawiam Requiem for a Dream. Piter Posty: 2945Zdjęcia: 239Miejscowość: Kłodzko Prawo jazdy: 15 03 2007 Auto: Audi A6 C5 Silnik: TDI 131KM Paliwo: Diesel Typ: Kombi Skrzynia biegów: Manualna Rok produkcji: 2001 Wyślij odpowiedź Odpowiedz z cytatem Góra Ciekawe publikacje motoryzacyjne Wybierasz się na wakacje kamperem? O tym należy pamiętać! Kamper (inaczej samochód kempingowy) to chętnie wybierany środek transportu na wakacje – dzięki niemu miejsce noclegowe mamy zawsze przy sobie. Najczęściej do prowadzenia takiego pojazdu wystarczy prawo jazdy ... Bezpieczna podróż na ferie zimowe Ferie są dla kierowców okresem wyjazdów rodzinnych w góry, na narty czy na wypoczynek. Wypadające w okresie zimowym podróże oznaczają trudne warunki na drogach, a co za tym idzie wymagają dobrego ... 05 Lip 2007, 11:37 Odpowiedz z cytatem hehe:D a na angielskim prawku można jeździć w polsce? Jak tam wyglądają egzaminy ? Jakie auta ? Pozdrawiam Requiem for a Dream. Piter Posty: 2945Zdjęcia: 239Miejscowość: Kłodzko Prawo jazdy: 15 03 2007 Auto: Audi A6 C5 Silnik: TDI 131KM Paliwo: Diesel Typ: Kombi Skrzynia biegów: Manualna Rok produkcji: 2001 Wyślij odpowiedź Odpowiedz z cytatem Góra 05 Lip 2007, 12:19 Odpowiedz z cytatem Piter napisał(a):hehe:D a na angielskim prawku można jeździć w polsce? Jak tam wyglądają egzaminy ? Jakie auta ?Pozdrawiam Ja nie musiałem zdawać żadnych egzaminów, wymieniłem drogą najprostszą, pocztową, poprzez DVLA. Tak, można na Angielskim prawku jeździć w Polsce, bo to dokument Europejski. Auta, dużo lepszej jakości niż w Niemczech, zwłaszcza Fordy lepiej klepią niż w Niemczech. A egzaminy... Można iść na drogi kurs prawa jazdy, lub płacić wyższe ubezpieczenie, wysłać aplikację na prawko tymczasowe i jeżdzić pod okiem kierowcy z kilkuletnim doświadczeniem (hm, minimum albo 2 albo 3) i po przejechaniu odpowiedniej ilości mil, godzin, nieważne czego, jak młody kierowca czuje się na siłach to idzie na egzamin pisemny, a poźniej zdaje jazdę po mieście. Wbrew pozorom wygodniej jeździ się po lewej stronie jezdni! DFireCrow Wyślij odpowiedź Odpowiedz z cytatem Góra 05 Lip 2007, 23:10 Odpowiedz z cytatem Wygodniej po lewej stronie jezdni ? Jak ja jechałem anglikiem...to mialem problem, trzymałem sie kraweznika w Polsce P Co o tym powiesz ?:P Requiem for a Dream. Piter Posty: 2945Zdjęcia: 239Miejscowość: Kłodzko Prawo jazdy: 15 03 2007 Auto: Audi A6 C5 Silnik: TDI 131KM Paliwo: Diesel Typ: Kombi Skrzynia biegów: Manualna Rok produkcji: 2001 Wyślij odpowiedź Odpowiedz z cytatem Góra 05 Lip 2007, 23:49 Odpowiedz z cytatem Bo nie wyczułeś auta, i tyle... na to trzeba trochę czasu, jakiś tydzień, nawet mniej.... Jak byłem po kilku miesiącach spowrotem w Polsce, nie miałem żadnych problemów z jazdą po prawej, ale było mi jakoś niewygodnie.... W systemie ruchu lewostronnego prawa ręka cały czas trzyma kierownicę, a lewa zmienia biegi, włącza migacze, bawi się radiem, i robi w ogóle wszystko, co w systemie prawostronnym robią obie... Byle do Australii.... DFireCrow Wyślij odpowiedź Odpowiedz z cytatem Góra 06 Lip 2007, 00:13 Odpowiedz z cytatem Ja nie lubię kierownicy po prawej stronie...zmienianie biegów lewą ręką...wrrrr... no chyba, że automacik jakiś to co innego P Requiem for a Dream. Piter Posty: 2945Zdjęcia: 239Miejscowość: Kłodzko Prawo jazdy: 15 03 2007 Auto: Audi A6 C5 Silnik: TDI 131KM Paliwo: Diesel Typ: Kombi Skrzynia biegów: Manualna Rok produkcji: 2001 Wyślij odpowiedź Odpowiedz z cytatem Góra 07 Lip 2007, 15:13 Odpowiedz z cytatem Fire Crow napisał(a):Złej baletnicy....Kwestia przyzwyczajenia. Ja nie miałem z tym najmniejszego problemu, a wcale nie jestem leworęczny. A automaty są dla leniwców, kobiet i londyńczyków yyyy kolego ja mam mercedesa z automatem:D aż tak leniwy nie jestem P Kupiłem automata dla bo ciężko dostać E klasę w manualu, a jak jest to dorypana...nie jestem leniwy Tylko wygodny Pozdrawiam Requiem for a Dream. Piter Posty: 2945Zdjęcia: 239Miejscowość: Kłodzko Prawo jazdy: 15 03 2007 Auto: Audi A6 C5 Silnik: TDI 131KM Paliwo: Diesel Typ: Kombi Skrzynia biegów: Manualna Rok produkcji: 2001 Wyślij odpowiedź Odpowiedz z cytatem Góra Tagi: prawo jazdy, samochód, kobiety, kurs, biegi, czas, kierownica, radio, Australia, stłuczka, szyby, dokumenty, ubezpieczenie, drogi, usa, kierowca, uszkodzony, mandat, mila, motocykl Off Topic...

za którym razem zdaliście prawo jazdy